Iranian Winter Expedition już w drodze do Pakistanu

Mahmood Hashemi, Reza Bahadorani oraz Iraj Maani, po licznych nieplanowanych przygodach z vizą, funduszami na wyprawę (co akurat jest dość normalne), właśnie złapali kolejne opóźnienie i spędzają 24 godziny na lotnisku w Doha.

Iranian Winter Expedition 2015

Iranian Winter Expedition 2015

Wszystkiemu jest winne opóźnienie samolotu linii Qatar Airways, którymi to liniami lecą do Islamabadu.

Jak pisze Mahmood, byli tak zmęczeni po ostatnich dniach, że spali 10 godzin i nic im nie przeszkadzało. Teraz relaksują się na krzesełkach i nie narzekają.

W Diamir BC powinni się pojawić we wtorek.

Daniele Nardi i Roberto Delle Monache w BC

Tomek Mackiewicz wczoraj wieczorem był w Syr, czekamy cierpliwie na jakąś wiadomość o Nim.

Dotarł również SMS od Rosjan : „We set camps at 5100, 6000, 6700, deposit at 7100. Hard winter ice everywhere above 6000.”
Założyliśmy obozy na 5100, 6000, 6700, depozyt na 7100. Ciężka zima, lód wszędzie powyżej 6000.

Małgorzata Klamra
Źródło: Mahmood Hashemi, Ali Muhammad Saltoro, Czapkins, Altitude Pakistan

 
Daniele Nardi przygotowuje się przed wyjściem do C1

Daniele Nardi napisał dziś o chwilach w bazie i przygotowanie sprzętu na jutro, kiedy to planowane jest wyjście do C1. Wesoło tam i miło, sądząc po uśmiechach.

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Wczoraj Daniele Nardi i Roberto Delle Monache pierwszy raz wyszli ponad BC. Nanga Parbat zmieniła kolor na czerwony.
Musi być pięknie…

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Jeżeli chcecie śledzić, gdzie znajduje się Daniele możecie zerkać na GPS.GEOMAT.IT. http://www.geomat.it/danielenardi2015.php

Tomek Mackiewicz i Elisabeth Revol, którzy są już zaaklimatyzowani próbują dojść na wysokość 6000m (Taras Messnera) i chcą tam pozostać na trzy dni.

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Rosjanie doszli wczoraj na wysokość 4200m, byli jednak zmuszeni do powrotu do BC ze względu na zagrożenie lawinowe. C1 stoi na wysokości 5250 m.

Jak powiedział przedwczoraj Mahmood Hashemi, Irańczycy planują przylot do Islamabadu 14.01. W BC będą najprawdopodobniej 20 – 21.01. Wyprawą opiekuje się agencja Jasmine Tours Pakistan.

Małgorzata Klamra

 
Rosjanie na Nanga Parbat coraz wyżej

Jest wiadomość od Rosjan, którzy działają na drodze Shella od strony Rupal. W ciągu ostatnich dni, dotarli na wysokość 5900 i założyli nowe poręczówki.

Nanga Parbat widziana od strony Rupal, fot: facebook.com

Nanga Parbat widziana od strony Rupal, fot: facebook.com

Było konieczne, gdyż latem lokalny przewodnik pozdejmował wszystkie liny pozostałe po polskiej i włoskiej wyprawie.

Teraz czas na zasłużony odpoczynek w BC.

Małgorzata Klamra

 
Daniele Nardi w już w BC

1. 01 Tomek Mackiewicz i Elisabeth Revol postawili C1. Daniele Nardi wraz z zespołem dotarli do bazy.  Jak pisze… „jest wspaniałe jak zawsze!”

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Teraz wszyscy we Włosko – Francusko – Polskiej BC już są w komplecie.

Zaciskamy mocniej kciuki i z wielką ciekawością oglądamy nadesłane zdjęcia.

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Diamir BC, czeka jeszcze na wyprawę Irańską, która powinna nadejść lada dzień.

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook

Z Daniele Nardi do BC przybył Condor. Niegroźny jak widać, bo chyba taki ledwo co z jajka wykluty, albo po prostu o tak rozbrajającej fizjonomii.
Od jutra, Condor rozpoczyna aklimatyzację. To nowa atrakcja międzynarodowej wyprawy na NP

fot: Daniele Nardi facebook

fot: Daniele Nardi facebook


Małgorzata Klamra

 
O Rosjanach na Nanga Parbat

Co można napisać o Rosjanach? Bardzo silni, wytrzymali. Ale zespół stosunkowo mało znany z Polsce. Więc teraz mała niespodzianka, otóż jest wśród nich Sergiey Kondrashkin. Niezwykły człowiek.

Świetny wspinacz, zdobywca Śnieżnej Pantery, w 2013 roku wszedł na Lhotse drogą normalną wraz z Victorem Koval i Alexem Borodenkov. Zrobił jako pierwszy w historii zimowy trawers Bezengi Wall w czasie 12 dni.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Ale to nie wszystko! Sergiey to również uznanym na świecie artysta. Genialny rzeźbiarz, którego prace znajdują się w Ermitażu i wielu kolekcjach prywatnych w Rosji, Holandii, Chin, Belgii, Włoch i Finlandii, oraz zdobią ulice w różnych miastach.

Sami popatrzcie…

fot: facebook.com

fot: facebook.com

fot: facebook.com

fot: facebook.com

W dniu 31 grudnia zespól rosyjski, przysłał wiadomość, że C1 stoi. Obóz został założony na wysokości 5250 m, wszystko jest w najlepszym porządku. Schodzą do bazy na odpoczynek…

Właśnie sprawdziłam, oni 27.12 doszli do Lattabo. Mają zawrotne tempo.

Małgorzata Klamra

 
O Rawalpindi słów kilka

Dzisiaj dostaliśmy kolejną wiadomość, że Tomek Mackiewicz dotarł szczęśliwie do doskonale znanego wszystkim Lattabo. Do wiadomości był dołączony film z ostatnich jego przygód. A ja postaram się przybliżyć teraz klimaty o których Czapkins nam opowiadał.

O Rawalpindi mogliście już przeczytać w moich postach i wielokrotnie usłyszeć od samego Tomka. Jest to sporej wielkości miasto, leżące w bezpośrednim sąsiedztwie Islamabadu. Jest nazywane Bramą północnego Afganistanu i Kaszmiru, skąd ludność podróżowała do Pindi w celech handlowych. W końcu powstało jedno miejsce, gdzie handel rozkwitł i rozkwita nadal.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Raja Bazaar… Można tu kupić najwspanialsze dywany, tkaniny, szale, biżuterię, owoce… oraz starocie, śrubki, druciki, ładowarki. Tam pytanie jest tylko jedno – czego potrzebujesz?

Najpotrzebniejsze lekarstwa również tam są dostępne i bardzo proszę nie próbujcie tego w o domu. Po za tym, leki stosowane niezgodnie z zaleceniami mogą szkodzić zdrowiu.

Jaszczurka, a właściwie jej części podsmażane nie służą mianowicie za przekąskę, jest to naturalny odpowiednik niebieskiej pigułki. Wąż, również przyrządzony odpowiednio pomoże na niegojące się rany. A starte kamienie poprawią kondycję waszych rzęs. Jak mi powiedział znajomy wytwarzaniem leków tego typu zajmują się nomadzi. I nie są one testowane klinicznie…

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Nomadzi stanowią 2% społeczeństwa i podobno jedzą wszystko, czego nie robią prawdziwi muzułmanie. Znajomy uważał to za dość odrażające.

Pan jednak chyba nie narzekał na brak klientów, ponieważ jaszczurki patroszył… Jak widać zapotrzebowanie jest.

Zapachy, kolory, atmosfera wschodu miesza się tutaj z ruchem, podekscytowaniem towarzyszącym targowaniu się. Raj dla miłośników okazji, bo tam okazja zdarza się co chwilę.

Dziesięć dni po Islamskim Nowym Roku o poranku, czyli tak jak u nas 10.01, przechodzi Bazaarem procesja biczowników. Jest ona poświęcona Hussainowi, wielkiemu synowi Proroka Muhammada, który został zamordowany przez Yazida w Karbala w Iranie. 1400 lat temu.

Jadąc dalej w kierunku Doliny Rupal, będziemy przejeżdżać przez Chilas.

Rejon Chilas, jest specyficzną okolicą i nie jest zalecane zwiedzanie tego miejsca. Spowodowane jest to tym, że ludzie tam prowadzą walki, dominuje ekstremalizm religijny. Ale nie można uogólniać, to że nie jest to okolica polecana na wycieczki, nie oznacza w cale, że mieszkają tam sami mordercy i złoczyńcy.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Arslan Ahmed, opowiedział mi pewną historię… Wspinał się z partnerami na jeden ze szczytów w Kaszmirze. Stracili wszystkie zapasy żywnościowe, cały sprzęt do gotowania. Zeszli do Astore w okolicy zwanej Chanwali… byli wygłodzeni i odwodnieni, spotkali tam kilku mieszkańców. Oni upiekli dla nich ziemniaki i jak Arslan powiedział „i teziemniaki były tak smaczne i dały im tyle sił…” Ludzie wzięli tak zwane co łaska, ale wszyscy prosili o leki na żołądek, przeciwgorączkowe. Dla nas dostępne koło kasy w każdym sklepie. Tam stanowią ogromną wartość, coś o co trzeba prosić.

Tam ludzie nie są po prostu biedni. Oni są Bardzo biednymi dobrymi ludźmi.

Co zjecie na śniadanie gdy wybierzecie się do Astore? Tłusty chleb, zwany Paratha z herbatą.

Na obiad dostaniecie kruczka Pulao. Danie składające się z ryżu i kurczaka. Stosunkowo mało przyprawione. Turyści radzą sobie dosypując soli i pieprzu. Paki z grilla to kurczak z grilla. Wszyscy lubią grilla, więc będzie smakował każdemu. Bardzo przyprawione, podobno za bardzo jak na nasze delikatne podniebienia. Muszę temat zbadać dokładniej i napiszę czego się dowiedziałam.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Teraz deser. Ryż na słodko, czyli zadra.

Uwagę należy zwrócić na to, żeby nie pić wody podawanej w restauracjach. A co za tym idzie unikać należy kostek lodu i wszystkiego co może być wodą rozcieńczane. Należy zaopatrzyć się w wodę mineralną w sklepie lub soki w kartonach. Jeżeli chcecie nadal unikać cywilizacji zachodniej, możecie nabrać sobie wody ze strumieni, ale unikać tej z rzek… No nie wiem. Pijcie butelkowaną, natura i egzotyka was będzie otaczać. Lepiej nie eksperymentować chyba.

A to specjalna zupa Halwas. Podobno trzyma ciepło i doskonale nadaje się na zimę w Himalajach. Jestem z Arslanem umówiona, że ją ugotuję według jego przepisu. A on będzie gotował krem z marchewek według mojego. Pojutrze mamy eksperymentować, ciekawe komu lepiej pójdzie.

„gajar ka halwa” „daal ka halwa”. Gajar to marchewka. Należy ja pokroić i gotować na mleku kokosowym (wersja dietetyczne – na wodzie). Podawać z jajkami i „khoya”. Chwilowo jeszcze nie wiem co to jest…

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Rejon Rupal jest bezpieczny. Nic turystom tam nie grozi, obowiązek wynajęcia przewodnika, to jedynie próba przeciwdziałania biedzie. I ma to jakieś głębsze uzasadnienie, w polskich uzdrowiskach płaci się podatek klimatyczny. Na Wawel się nie wejdzie bez przewodnika, w Himalajach należy wynająć również przewodnika i dać mu zarobić na gromadkę dzieci.

Zdjęcia przysłał Arslan. I jest to pamiątka po pobycie w najgroźniejszej okolicy Pakistanu. Przy czym nie oznacza to, że Wy będziecie tam równie miło witani. Nie namawiam Was do wypadu w te rejony.

Małgorzata Klamra

 
Kolejna wyprawa zapowiada swoją działalność na Nandze Parbat

Jest kolejna wyprawa, która wybiera się w zimie na Nanga Parbat. To ekspedycja Irańska. Liderem jest Mahmood Hashemi. Pozostali członkowie to: Iraj Mahmood i Reza Bohadorani.

Skład irańskiej wyprawy

Skład irańskiej wyprawy

Nie jest jeszcze postanowione, od której strony zaatakują szczyt. Od strony Diamir, czy też od strony Rupal.

Biorąc jednak pod uwagę, zdjęcie profilowe Reza bahadorani, to podejrzewam, że to będzie Diamir.

Zdjęcie profilowe Rezy Bahadoraniego, fot: facebook.com

Zdjęcie profilowe Rezy Bahadoraniego, fot: facebook.com

W najbliższych dniach się tego dowiemy… jak widać też, jest jeszcze możliwość, że to nie wszyscy. Sezon zimowy na Nanga Parbat szykuje się naprawdę ciekawie.

Małgorzata Klamra

sty 262015
 
Tomek Mackiewicz w Pindi

Tomek Mackiewicz póki co przebywa w Pindi, gdzie wczoraj spotkał się z pakistańskim wspinaczem Mirza Ali.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

O czym panowie sobie rozmawiali, tego nie wiemy, ale widać, że humory dopisują.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Ależ oni tam mają pogodę…

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Małgorzata Klamra

 
Nanga Parbat Winter Expedtion 2014/2015 - aktualne podsumowanie

Na chwile obecną wiemy, że w bazie pod Nanga Parbat od strony Diamir, pojawią się dwie wyprawy. Polsko – włoska, w składzie Tomek Mackiewicz, Daniele Nardi wraz z partnerką Elizabeth Revol. Oficjalnie, Nardi będzie kierownikiem zespołu, ale to na jaką współpracę zdecydują się Włosi i dr Czapkins, okaże się na miejscu.

Tomek bowiem, myśli o tym by zdobyć swoją wymarzoną górę solo. Będzie wspólna BC i jest pewne, że przynajmniej będą się nawzajem wspierali.
Można by powiedzieć, że chęć solowego wejścia, to sen szaleńca, ale co roku można tak sądzić, więc to nic nowego.

Nanga Parbat. fot facebook.com

Nanga Parbat. fot facebook.com

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaufać Tomkowi i cierpliwie czekać na pierwszy komunikat lub wiadomość, że wszystko OK.

Druga wyprawa, która zawiadomiła o swoich planach to wyprawa rosyjska, w składzie Nick Totmjanin, Valery Shamalo, Victor Koval oraz Serguey Kondrashkin.
Bardzo silny zespół. Nic więcej jednak na razie nie wiemy.

Rosjanie milczą jak zaklęci, mimo licznych prób wydobycia od nich jakichś informacji.
Nie ma się co dziwić… Stawka jest wysoka i każdy chce chronić swoje patenty na zdobycie szczytu.

Od strony Rupal nikt się w tym roku nie wybiera, przynajmniej do tej pory. A kto jeszcze ewentualnie zawita do BC od strony Diamir, tego nie wiemy…

Od siebie dodam, zupełnie prywatnie… Tomek, pozdrawiamy serdecznie i jesteśmy z Tobą myślami cały czas. Tak też będzie przez najbliższe miesiące. A Nanga dzięki Twoim staraniom stała się już po trosze polską górą. Słyszeli o niej nawet Ci, co nie wiedzą o wspinaniu kompletnie nic.

Małgorzata Klamra Em Ka

sty 262015
 
Tomek w Pakistanie

Tomek od chwili w hotelu w Rawanpindli popija pakistańską herbatkę w towarzystwie Aliego. Po wszystkich perypetiach ostatniej doby, należy mu się chwila wytchnienia.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Różnica czasowa wynosi +4 godziny, w dzień było słońce i +13 stopni ciepła. Bardzo przyjemnie

I jest zdjęcie Tomka z Alim Muhammadem Saltoro:

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Jak widać zmęczony, ale uśmiechnięty. I nie ma co się dziwić, tak na prawdę, Tomek jest teraz w swoim świecie. Za kilak dni znajdzie się w otoczeniu gór, które dają mu poczucie bezgranicznej wolności.

Małgorzata Klamra

 
Tomasz Mackiewicz wybiera drogę Messnera na Nandze Parbat

Tomasz Mackiewicz już niedługo ponownie spróbuje wspiąć się na jeden z dwóch niezdobytych jeszcze zimą ośmiotysięczników – Nange Parbat. Tym razem T. Mackiewicz spróbuje swoich sił na drodze Messnera na ścianie Diamir.

Jak mówi himalaista w rozmowie z RMF FM, zamierza działać w czystym stylu alpejskim, czyli bez zakładania pośrednich obozów, a jedynie z lekkim namiotem. Pieniądze na wyprawę Tomasz Mackiewicz – podobnie jak w poprzednich latach – zbiera w internecie. Można go wspomóc jeszcze przez dwa tygodnie.

Tomasz Mackiewicz

Tomasz Mackiewicz

W tym sezonie Tomasz Mackiewicz zamierza wcześniej lecieć do Pakistanu. Jak wyjaśnia, jeśli wszystko pójdzie bez przeszkód, chciały wyjechać już 1 listopada. „Chcę przyjechać wcześniej, dokładnie się rozejrzeć i zaaklimatyzować. Na początku chcę pojechać na stronę Rupal – tam się zaaklimatyzować, może na Laila Peak, może na Rupal Peak. I później przeniosę się na stronę Diamir – mówi Mackiewicz. Przeważnie było tak, że przyjeżdżaliśmy w grudniu i zanim organizm dobrze poczuł się w górskich warunkach, to już był styczeń i pogarszała się pogoda” – wyjaśnia himalaista.

W tym sezonie – odwrotnie niż w poprzednich latach – zamierza wspinać się ścianą Diamir, drogą Messnera, która jest krótsza niż droga Shella na flance Rupal (tą drogą Polacy próbowali zdobyć zimą Nanga Parbat podczas dwóch poprzednich sezonów).

Trzeba przyjechać z dobrą aklimatyzacją i jak zacznie się zima, wykorzystać pierwsze okno pogodowe i od razu łoić do samej góry, żeby jak najmniej czasu spędzać w bazie, bo tam w tych warunkach traci się energię – mówi Mackiewicz. I dodaje, że w tym roku ma zamiar działać w czystym stylu alpejskim – bez zakładania kolejnych obozów, a jedynie w oparciu o mały namiot. Nie wyklucza, że podczas wspinaczki będzie współpracował z Włochem Daniele Nardim i Francuzką Elizabeth Revol, którzy tej zimy także będą próbowali sił na dziewiątej górze Ziemi.

Powiem szczerze – chciałbym już zamknąć ten temat. To jest piąty sezon. Czuję silne zmęczenie, ale nie chcę jeszcze odpuścić, bo wiem, że jest to w zasięgu – przyznaje Mackiewicz. Pieniądze na wyprawę, podobnie jak w poprzednich latach, zbiera w internecie. Jego wyprawę można wspomóc jeszcze przez dwa tygodnie pod tym adresem.

***

Tegoroczna wyprawa dla Tomasza Mackiewicza będzie piątą próbą zimowego zdobycia Nanga Parbat. W ubiegłym roku, podobnie jak dwa lata temu, wspinał się drogą Shella na flanc Rupal. Wcześniej – w 2011 i 2012 roku – wspólnie z Markiem Klonowskim szturmowali dziewiątą górę Ziemi drogą Kingshofera od strony doliny Diamir.

Nanga Parbat jest jednym z najbardziej wymagających ośmiotysięczników. Na szczycie stanęło w sumie niewiele ponad 300 osób. Obok K2 pozostaje jedną z dwóch gór ośmiotysięcznych niepokonanych jeszcze zimą.

W rozmowie z Barkiem Styrną poznamy więcej szczegółów dotyczących zimowej wyprawy na Nanga Prabat, której współorganizatorem jest również Portal Górski

źródło: rmf24.pl

 
Tomek Mackiewicz w drodze do Pakistanu

Proszę państwa… Tomek wsiadł szczęśliwie do samolotu odleciał . Na lotnisku spędził całą noc, osiem godzin czekania na średnio wygodnym foteliku za nim.

fot: facebook.com

fot: facebook.com

Miejmy nadzieję, że luksusy na pokładzie oraz towarzystwo ślicznych stewardess mu to jakoś wynagrodzą ;)

Małgorzata Klamra

 
Zawody UIAA Ice Climbing World Cup w Saas Fee pod znakiem niespodzianek

Zawody rozegrane w dniach 23-24 stycznia w szwajcarskim Saas Fee rozpoczęły trzytygodniowe tournee Pucharu Świata po Europie. W piątek i sobotę byliśmy świadkami interesujących zmagań, przy okazji których niespodzianki sypały się jak z rękawa. W kategorii „na trudność” wśród pań małą sensacją okazał się być skład podium, na którym po raz pierwszy od dawna zabrakło […]

 
JASNA Strona Mocy – Relacja

W sobotę 24 stycznia w ośrodku JASNA SPORT i REKREACJA zostały rozegrane pierwsze zawody dla dzieci szkół podstawowych we wspinaczce sportowej. W zawodach na JASNEJ wystartowało 90 zawodników z większości liczących się ośrodków wspinaczkowych w Polsce. Przyjeżdżając do Gliwice miłą niespodziankę sprawili także goście z Czech. Zawody stały na bardzo wysokim poziomie sportowym, co wraz [...]

 
Nanga Parbat zimą - relacja Elisabeth Revol

Elisabeth Revol Relacja z akcji w górze z Tomkiem. Przetłumaczył Piotr Fleischmann.

Nanga Parbat, 16 stycznia 2015 roku wieczorem, wysokość: 7200m n.p.m.

Wkładamy do naszych śpiworów wszystko to, co nad ranem musi być niezamarznięte, również wewnętrzne elementy naszych butów. Zimno jest bardzo intensywne i przenikliwe… trudno tu zmierzyć temperaturę, musi być między minus 40 a minus 50 stopni, wieje wiatr… ale cóż za piękno! Słońce zachodzi, bezsenność zaczyna się między gryzącym zimnem a ekscytacją przed zbliżającym się jutrzejszym dniem… W głowie krążą pytania o próbę zdobycia szczytu, o to czy nasze organizmy wytrzymają tak trudne warunki. Dziś w wyniku nieuwagi odmroziłam sobie nos w ciągu zaledwie 30 sekund. To właśnie w tych ekstremalnych warunkach nie ma miejsca na żadne zaniedbanie, można za to zapłacić bardzo wysoką cenę…

10386364 783847571707894_7235732413942492507_n

Noc była krótka, zbliża się godzina wymarszu, towarzyszy nam zamieszanie gestów na tej małej przestrzeni namiotu i w kaftanie zimna, owinięci ubraniami przygotowujemy się do tego pamiętnego dnia. Przynajmniej godzinę sapiemy, pakując się…

W końcu na zewnątrz, by robić to, co kocham. Wspinać się! Niewygoda ciasnej przestrzeni znika, jesteśmy gotowi – raki na nogach i czekany w dłoniach. Odczuwam wdzięczność dla moich stóp, które odstawiają przede mną taniec palców… przynajmniej wiem, że właśnie nie zamarzają Emotikon wink Podobnie z niezdarnymi palcami rąk opatulonymi ogromnymi rękawicami, ciężko jest wyjąć aparat fotograficzny… palce momentalnie stają się białe.
Pierwszy raz w życiu odczuwam tak ogromne zimno, wiem, że każdy najmniejszy przystanek albo zejście na bok będą fatalne w skutkach. Jesteśmy na ośmiotysięczniku w bardzo srogich zimowych warunkach. Nawet jeśli trasa nie jest bardzo wymagająca technicznie, warunki zimowe sprawiają, że jest to jedna z ważniejszych tras w moim życiu. Jesteśmy na połączeniu z drogą Hermana Bulla. Do pokonania pozostaje już tylko końcowy grzbiet. Niebo ciężko opada na szczyt, wiatr się wzmaga. Jesteśmy na wysokości ponad 7800m w ekstremalnie zimnych warunkach, pogoda zaczyna się psuć… gdy wyciągam dłoń, mogę „dotknąć” szczytu, dotknąć go palcem, jest zupełnie blisko (8125m), moje serce wznosi się ale trzeba pozostać świadomym, nawet na tych wysokościach, pod groźbą, że trzeba będzie za to zapłacić bardzo drogo, zbyt drogo… Przy takich prognozach pogodowych trzeba zawrócić, by nie narazić się w najlepszym przypadku na odmrożenia…

Frustracja, niełatwo jest zawracać, szczególnie patrząc na drogę jaką przebyliśmy do tej pory.

Wyruszyliśmy w piątek 9 stycznia z bazy początkowej. Plecaki są ciężkie, ładunek ma wystarczyć na 10 dni na dużych wysokościach. Trasa jest długa, prowadzi przez lodowiec Rakkiot na odcinku ok. 10km, przed rozwidleniem się na prawo i powrotem na szczyt. Tego roku to jedyna możliwa droga, inne pokrywa goły lód…

Ruszamy w kierunku C1 drogi Kinshofera, którą normalnie zdobywa się tę górę. Potem szybko pokonujemy początek podstawy drogi, podejrzliwe spojrzenie na seraki (serak to element lodowca, wielotonowa bryła lodu tworząca się w wyniku pękania lodowca, spowodowanego przez ruch progu lodowcowego ponad wybrzuszeniami i progami podłoża) 1000m ponad nami. Pokonujemy dalej lodowiec prawą jego krawędzią, by pokonać szczelinę małym mostkiem śnieżnym, udając linoskoczków w tym chaosie lodu. Krótkie zejście w skały pozwala nam opuścić tę niepewną lodową przestrzeń i stanąć ponownie na lodowcu. Przemierzamy go skrajnie lewą stroną, by obejść olbrzymie lodowe wieże a w szczególności ominąć lewą krawędź lodowca pełną licznych seraków. Tej nocy rozbijamy obóz po środku lodowca. Póki co nie jest zbyt zimno, pierwszy raz woda kapie kropla po kropli z lodowych stalaktytów. Zachód słońca jaki widzimy jest przepiękny. Szybko obóz tonie w cieniu wraz z jego morderczym przenikliwym zimnem. Opowiadamy sobie nasz „life” z Tomkiem, moglibyśmy spędzić razem godziny, dyskutując o wszystkim i o niczym. Rozumiemy się doskonale, mamy te same przekonania, myśli, pragnienia.

Noc dobiega końca, jedynie koniec nosa wystaje ze śpiwora, to najtrudniejszy moment dnia wyjść z tego ciepłego kokonu, otworzyć namiot topiąc nieco śniegu, oszronić sobie twarz, będąc wciąż w śpiworze, powoli poskładać cały sprzęt, założyć buty… Rutyna. Potem już tylko należy załadować nasz „dom” na plecy i kontynuować trasę prawą krawędzią lodowca.

Podchodzimy pod osuwisko kamieni, dłuższy czas idziemy wzdłuż prawej krawędzi lodowca pod szczytem Ganalo aż do C2, terenu po środku lodowca. Nazajutrz wijemy się pomiędzy olbrzymimi szczelinami aż do C3, do podnóża drogi zdobytej przez Messnera w roku 2000. Następnego dnia nie możemy wspiąć się wyżej. Wieje jak diabli na zboczach Nanga (zapowiadano dziś wiatr o prędkości ponad 150km/h na szczycie). Na wysokości 6200m wiatr wieje słabiej, choć nie pozwala na bezpieczne przemieszczanie się. Dzień mija szybko, zamierzamy odpocząć podczas tej wichury, w przerwie pomiędzy słabszymi wiatrami.

Następnego dnia możemy ruszać. Pogoda jest pochmurna, pada śnieg, ale wiatr się uspokoił. Trasa jest techniczna i rozkoszujemy się spacerem w tym lodowym labiryncie. Mały serak do podejścia (lekkie przerażenie Tomka, który zaliczy upadek usiłując wspiąć się po fragmencie seraka), przejście dość niepewnym mostkiem śnieżnym… Potem postój powyżej na wysokości ok. 6500m.

Nazajutrz kontynuujemy aż do wysokości 7000m. Jest bardzo zimno. Tomek odczuwa to boleśnie w stopy, ja odmrażam sobie nos. Słońce wstaje późno ok. 11:00, nie wcześniej. Mamy natomiast zapewniony przepiękny zachód słońca. Podążamy na wysokość 7200m. Następnego dnia osiągamy 7500m, potem wracamy do obozu spędzić tam noc. Jutro ruszymy w nocy, by spróbować czegoś na górze. Nie będziemy mogli przekroczyć 7800m (zbyt zimno, zbyt silny wiatr, prognoza pogody zbyt niepewna, zbyt duże ryzyko).

Wracamy do obozu pod koniec dnia na ostatnią noc, bardzo zimną. Nie mamy już gazu, nie możemy więc przygotować nic do jedzenia, więc by zapomnieć o głodzie i pragnieniu rozmawiam z Tomkiem o kolejnych projektach…

Następnego dnia rozpoczynamy schodzenie. Wiemy, że możemy liczyć tylko na siebie, ponieważ otrzymaliśmy od Daniele wiadomość jasną i czytelną po dotarciu do C4, mówiącą iż nie wzięliśmy radia, więc nikt nie wyruszy nam z pomocą w razie problemów… Niech żyje „przyjaźń” w górach…

Posuwamy się wzdłuż lodowca. Jest wspaniały, rozrzeźbiony przez wiatr, grzbiety niczym zmierzwione fale przebiegają po powierzchni. Jest przyjemniej. Od czasu do czasu mogę zdjąć maskę z twarzy, nie musząc zdawać sobie po chwili sprawy, że mój nos jest kompletnie biały… jak na podejściu.

Słońce muska powierzchnię śniegu, schodzimy spokojnie. Korzystam z tego by nakręcić film, spektakl jest wspaniały. Widzę szczelinę i sprawdzam ją kijkami. Wydaje się być wystarczająco solidna, by się odważyć ją pokonać. Udało się, jestem po drugiej stronie i kontynuuję marsz. Podobnie powinien poradzić sobie Tomek, ale słyszę głuchy dźwięk i dostrzegam go chwiejącego się, pękł most śnieżny. Krzyczę na cały głos „Tomek!!!” ale on jest już daleko. Zbliżam się do krawędzi szczeliny. Zdumienie… Widok jest przerażający, odkrywam nachylenie ściany o 80 stopni, a dalej czarną dziurę. Mój Boże! Tomek! Wykrzykuję jego imię, ale nie słyszę żadnej odpowiedzi. W głowie przelatuje mi wszystko: jego dzieci, jego dziewczyna Ana, mój mąż Jean-Christophe i ja, sama na tym wrogim lodowcu… Rozładowana bateria telefonu satelitarnego, niemożliwe by kogokolwiek uprzedzić… Wielka samotność…

I w końcu zauważam ledwo widoczny ślad… Mój Boże to Tomek. „Tomku, jesteś cały? Złamałeś sobie coś? Możesz wejść? Czy to wysoko?” Odpowiedział mi: „Wydaje mi się, że w porządku, chyba nic nie złamałem, ale nie dam rady podejść, to przeszło 30m głębokości.”

Natychmiast myślę o naszym zapasie sprzętu, który został poniżej (lina, śruby lodowe, czekan…), może 200m stąd, będę potrzebowała tego, by wydobyć Tomka… Informuję go o tym i ruszam w drogę podwajając ostrożność, świadoma że jesteśmy na bardzo kruchych mostach śnieżnych. Skład sprzętu na szczęście nie jest daleko, zabieram wszystko i wracam jak mogę najszybciej. I wtedy nachodzi mnie strach: czy uda mi się odnaleźć szczelinę… Wiatr zasypał wszystko śniegiem, nie zaznaczyłam jej niczym. Na szczęście moje ślady pozostały odrobinę widoczne, to szaleństwo, jestem zdyszana… Wołam „Tomek!”… Żadnej odpowiedzi, „Tomek!!!”… Wciąż nic… Wyobrażam sobie najgorsze: czy przypadkiem Tomek nie ma krwotoku wewnętrznego po takim upadku? Czy nie utracił przytomności? Muszę po niego zejść w dół szczeliny… Po kolejnych bezowocnych wołaniach, słyszę nareszcie z oddali „Eli…” Ale ta odpowiedź nie pochodzi z dna szczeliny, dźwięk dobiega z mojej lewej strony i widzę go jak z olbrzymim wysiłkiem się wspina…

Gdy opadły emocje, wytłumaczył mi, iż podążał wzdłuż dna szczeliny mostami śnieżnymi, aż znalazł dogodne wyjście.

Jeszcze się nie wydostał, zakładam stanowisko by zabezpieczyć jego wspinaczkę… Wciągam linę z całych sił. Tomek opowiada mi o swoim upadku: „Życie uratował mi z pewnością plecak. Spadając odbijałem się wielokrotnie od ścian szczeliny, upadek trwał długo…” Jego twarz pokrywają kawałki lodu, jest przemarznięty. Gdy patrzę na niego, widzę iż jest posiniaczony, wycieńczony, aż trudno go rozpoznać. Działanie adrenaliny kończy się, Tomek cały się trzęsie. Sadzam go. Jest mu zimno, wiem że nie możemy się ociągać, zbieram jego rzeczy, biorę jego plecak. Muszę go sprowadzić do bazy, jutro z pewnością nie będzie mógł iść, bardzo boli go kolano.

Dzień się jeszcze nie skończył, musimy dotrzeć do bazy i odnaleźć motywację, jesteśmy wciąż na 6500m. Tomek jest słaby i wyczerpany, ale posuwa się krok za krokiem. Co jakiś czas łyka ibuprofen, by zmniejszyć ból. Noc nadchodzi z bagażem problemów: muszę odtworzyć całą drogę, pokrywa śnieżna lodowca zmieniła się w ciągu tygodnia. Mosty śnieżne znikną po trzech próbach przejścia ale tym razem mamy linę. Schodząc myślę o moich bliskich, najbardziej oczywiście o Jean-Christophe: obiecałam mu w zeszłym tygodniu wiadomość przed niedzielą… Jest niedziela wieczór, ciemna noc, a my jesteśmy jeszcze daleko od bazy. Pewnie się martwi, mimo iż wszystko jest z nami w porządku. Potrzeba nam tylko trochę czasu. Jeśli dotrzemy do początku drogi Kinshofera, baza ujrzy nasze czołówki i przyjdą nam z pomocą… Mam taką nadzieję…

Nareszcie dostrzegamy światło bazy… Tomek chce się tu zatrzymać, ale nie ma mowy, nalegam by kontynuował… Kucharz i jego pomocnik wychodzą nam na spotkanie i pomagają Tomkowi. Wiedząc, że jest bezpieczny, schodzę jak najszybciej by wysłać wiadomość do Jean-Christophe i Anny, nastąpi to około północy. Tomek dociera dwie godziny później. Jesteśmy kompletnie odwodnieni i zmęczeni. Nie mieliśmy dziś gazu ani pożywienia. Piję dziesiątą filiżankę herbaty i jem trochę ryżu siedząc na krześle i błądząc pustym wzrokiem. Odpowiadam na pytania ludzi z bazy, Tomek jest z nami, regeneruje się w każdym znaczeniu tego słowa… Czas się ogrzać i odpocząć w przytulnym śpiworze.

Potrzeba nam będzie dwóch dni, by zorganizować powrót w okolice bardziej gościnne: Tomek chce otoczyć się swoimi lokalnymi przyjaciółmi, Ghanem i Hmidem, by uniknąć zejścia w pośpiechu. Jeśli o mnie chodzi muszę dotrzeć do Islamabadu, by zdążyć na lot 23 stycznia, wyruszam o 7:00 rano. Jemy razem śniadanie pełne wzruszeń, po tym jak przeżyliśmy wspólnie niezapomnianą przygodę. Chciałabym zejść wspólnie z nim i jego przyjaciółmi, by rozmawiać jeszcze i jeszcze o naszej epopei…

Docieram na czas na samolot, jestem we Francji 23-ego stycznia bardzo późno wieczorem. Będę miała świeże wiadomości od Tomka przez Zubair, potem od niego samego. Mimo iż czułam się bardzo zawiedziona zachowaniem Daniele, mogę zapewnić moje otoczenie, iż zawsze miałam i zachowam silne uczucia przyjacielskie.

Opuściłam obóz, gdy niebo było niebieskie, jednak następnej nocy zacznie sypać śnieg. Do tej pory niebo nas oszczędzało. Tak jakby przez cały miesiąc góra nas akceptowała, dziś jest odpowiedni czas, by opuścić to miejsce.

Czuję małe kłucie w sercu, gdy ruszam stąd, ale łączy mnie z Tomkiem tak silne przeżycie, że moja dusza nie jest gotowa, by odejść. Więc dziękuję Ci, Tomku, za te cudowne chwile w górach, za Twoją życiową filozofię i za Twoją miłość do tej góry. Pewnego dnia „Wróżka Góry” z pewnością zechce Cię wpuścić na jej szczyt.

Dotarliśmy na wysokość 7800m podczas 10 dni żeglugi przez to morze zimna. Noce były ekstremalnie lodowate, nie wydaje mi się bym zmrużyła oko choć na chwilę podczas tych 4 nocy powyżej 7000m. To była próba, podczas której sprawdzaliśmy granice naszej wytrzymałości… 30 wypraw musiało się poddać potędze tej góry… Warunki są naprawdę ekstremalne…

10 dni w sercu tej góry, 10 dni stawiania czoła naturze, wiatrowi, zimnu, słońcu, 10 dni prób pójścia naprzód, walki z przeciwnościami i naszymi słabościami, 10 dni wiary, pewności siebie i utraty nadziei, 10 dni snucia domysłów… Z Tomkiem przeżyliśmy nadzwyczajną przygodę we wrogim naturalnym otoczeniu, przygodę z jednej strony prostą, z drugiej tak bardzo skomplikowaną. Niemożliwe jest oderwanie swojej duszy od tej góry, trudno jest wrócić do rzeczywistości, a jednak trzeba będzie…

Rezygnacja. Bardzo ciężko jest zrezygnować, jednak to jest element integralny tej aktywności. Ta góra jest paradoksem, zarazem tak czysta i tak sroga. Pogoda może się załamać w ciągu kilku sekund i uczynić z nas jej więźniów. Wiatr może wyć z wściekłości i przewiać metry sześcienne śniegu. Wielu próbowało i zostało pokonanych… Jesteśmy na Nanga Parbat, na górze nigdy nie zdobytej zimą, mimo ponad 30 wypraw różnymi drogami.

Jestem szczęśliwa, że udało mi się zdobyć tę wysokość, odkryłam przenikliwe zimno oraz wielką samotność… Niczym mały „groszek”, który ciągnie swój dom na przestrzeni dni i zauważa każdy najmniejszy postęp, najmniejszy krok naprzód. Na tej górze każdego dnia otrzymuje się nagrodę, krok w nieznane, krok w stronę odkrycia samego siebie i swoich możliwości.

Elisabeth Revol
tłum. Piotr Fleischmann.
® All rights reserved. Wszelkie prawa zatrzeżone.

 

W ramach cyklu „Podróże małe i duże” tym razem zapraszamy na opowieść o tematyce górskiej. 5 lutego 2015 roku Ola Dzik pokaże nam Afganistan okolic Korytarza Wachańskiego wraz z relacją z wyprawy na Noszak (7492 m n.p.m.).

sty 262015
 
 French testing tour     Goryonline.com GÓRY [ Styczeń 26, 2015 ]
sty 262015
 
 Blokoblisko Contess 2015     Goryonline.com GÓRY [ Styczeń 26, 2015 ]
 

Produkt był użytkowany prawie codziennie przez miesiąc – praca (Beata), jednodniowe wycieczki piesze i rowerowe w okolicach Krakowa (Beata, Konrad). Użytkowanie bez problemów.

 

Skarpety biegowe SmartWool wykonane są z mieszanki dzianin idealnie odprowadzającej wilgoć. W skarpetach biegałam w mrozie -6 stopni i nie odczułam dyskomfortu. Zawartość wełny merino daje pełen komfort użytkowania – nawet podczas wolnego biegania na mrozie było mi ciepło i sucho w stopy.